Bitwa konna w Zamościu

W najbliższą sobotę 30 maja będę na inscenizacji oblężenia Zamościa przez Kozaków i Tatarów w 1648 roku. Oczywiście przyjadę konno, razem z moją chorągwi pancerną, około godziny 16 wezmę też udział w bitwie kawaleryjskiej Kozaków i Polaków.
Co zaś najciekawsze dla powieści "Samozwaniec", będę prawdopodobnie jechał na jednym z koni, które opisałem w tej powieści (kto dostał egzemplarz recenzencki, przeczytał i przyjdzie na inscenizację, pewnie domyśli się, która to Sonka, a która Białonóżka, choć oczywiście imiona koni w powieści nie do końca odpowiadają tym prawdziwym).
Przypominam, ze wierzchowce zaś pełnią w "Samozwańcu" podobną rolę, co okręty w "Galeonach Wojny", w każdym bądź razie chciałem przedstawić z równą pieczołowitością ich charaktery, ruchy, wygląd i zachowanie. Wszystkie konie, które opisałem mają swoje odpowiedniki w rzeczywistości - przede wszystkim z Hrubieszowa, choć kilka pochodzi również ze stajni w Starej Miłosnej w Warszawie. Konie z Hrubieszowa, które mieliśmy na bitwie pod Zamościem rok temu są jednak o tyle interesujące, że należą w większości do rasy małopolskiej, która (jak twierdzą niektórzy hodowcy) odpowiada mniej więcej koniom staropolskim, czyli takim, na jakich szarżowała pod Kircholmem husaria.
Nie będę niestety miał w Zamościu spotkania autorskiego, gdyż czeka mnie zwykły los kawalerzysty na inscenizacjach historycznych - pilnowanie i oporządzanie konia, kiedy piechota i pospolite ruszenie pije sobie zimne piwko w cieniu. Taka jest niestety dola towarzysza pancernego...
Zapraszam jednak na ucztę po bitwie, przygotowaną przez organizatorów - zapewne w sobotę wieczorem, w kazamatach.

dodano: 2009-05-28 12:29:18
kategorie: O pozostalych utworach Silva rerum
komentarze (1) >>
Przedpremierowa recenzja Samozwańca

Pośpieszyła się jak zwykle Valkiria, bo pod adresem: http://valkiria.net/index.php?area=42&p=news&newsid=31701
można już przeczytać przedpremierową recenzję pierwszego tomu mojej powieści moskiewskiej. Ocenę dostała najwyższą (100 na 100 punktów), proszę jednak pamiętac, że redaktorzy Valkirii należą do najwierniejszych miłośników moich opowiadań i powieści, więc oceniają je wysoko. Fabryka słów rozesłała już do zaprzyjaźnionych portali i pism egzemplarze recenzenckie, więc kto tylko para się piórem w sieci czy na papierze, zapraszam do czytania i... recenzowania.

dodano: 2009-05-26 23:17:32
kategorie: O powiesci Samozwaniec
komentarze (9) >>
Jak husaria pokonała mróz

Przez całe wieki mróz i ogromna przestrzeń skutego lodem stepu stanowiły największą broń Rosji. Pokonana została na nich armia Karola XII, wojska Napoleona, a w końcu hitlerowska III Rzesza, gdy blitzkrieg utknął pod Moskwą i na stepach Stalingradu.
Na tym tle zadziwiająco wyglądają wyczyny armii polsko-litewsko-kozackiej w XVII wieku. Żołnierze Rzeczypospolitej nie tylko przez całe lata przebywali na terytorium moskiewskim, ale potrafili także pokonywać niesamowite odległości, oblegać przez całe lata zamki i miasta, staczać bitwy i... wychodzić bez szwanku ze starcia z Generałem Mrozem. Wyprawa Aleksandra Lisowskiego w 1615 roku osiągnęła nie tylko brzegi Morza Białego, ale dotarła być może nawet do Uralu; do miejsca w którym poza Tatarami nie postała nigdy stopa żadnego wroga Rosji. A potem bez większych strat powróciła do Korony Polskiej, co nie udało się w 1941 roku pancernym kolumnom Guderiana.
W świetle powyższych osiągnięć rodzi się zatem pytanie, jak było to możliwe? Co takiego robiła armia Rzeczypospolitej, że była w stanie prowadzić działania wojenne w czasie zimy, które tak strasznie przetrzebiły armie Napoleona i III Rzeszy? Dlaczego mróz nie był straszny Polakom, Litwinom i Kozakom, a urządził tak krwawe żniwo w dwieście i trzysta lat później?
Analizując XVII-wieczne źródła historyczne można znaleźć co najmniej kilka odpowiedzi na to pytanie.
Czytając pamiętniki chociażby Samuela Maskiewicza, Ścibora Marchockiego czy Stanisława Niemojewskiego, znajduje się liczne utyskiwania na zimno i mróz, jednak nie jest to jedyna bolączka, na którą uskarżają się nasi husarze i kozacy. Dla Maskiewicza na przykład największym wrogiem był brak snu, a nie mróz. Marchocki i Niemojewski notują z rzadka przypadki zamarznięcia, ale dużo więcej miejsca poświęcają opisowi bitew i potyczek, a także nieprzyjaznemu krajowi. Niemojewski zresztą nie lubi Moskali, nie pisząc o nich inaczej, jak o "z kurwy synach". Jednak pozostawia nam wiele ciekawych informacji na temat prowadzenia kampanii w warunkach zimowych.
A zatem po kolei. Najpierw uznać należy fakt, że ludzie i konie w XVII wieku byli znacznie bardziej zahartowani, niż my obecnie. Wpływał na to nie tylko fakt, iż zimy były wówczas bardziej mroźne, ale i to, że nasi przodkowie dużo więcej czasu spędzali na dworze, a w słabo ogrzewanych budynkach było zimniej niż obecnie.
Po drugie żołnierze polscy byli doskonale przygotowani do spędzania zimy w czasie kampanii. Marchocki opisuje nam wyraźnie i szczegółowo, że kiedy nadchodziła jesień, wojsko zwykle zakładało obóz zimowy, w którym rozlokowywały się wszystkie chorągwie i piechota. Żołnierze nie nocowali w namiotach - przeciwnie - wysyłano czeladź do okolicznych wiosek, gdzie po prostu rozbierano całe chałupy, przewożono je do obozu, a następnie składano, tworząc małe miasteczko. Dla koni wznoszono stajnie z chrustu; jedynie zapasy i broń przechowywano w namiotach, które generalnie służyły przede wszystkim za mieszkanie w okresie wiosenno-letnim.
Jak widać obraz ten daleki jest od wizerunku Niemców marznących w okopach Stalingradu czy Wielkiej Armii Napoleona padającej z wyczerpania w zaspach śniegu. Zołnierze polscy zimowali w warunkach nieco mniej komfortowych niż we własnym domu, ale jednak pod dachem - czym należy tłumaczyć znacznie mniejszą śmiertelność niż w przypadku działań prowadzonych dwieście czy trzysta lat później.
Oczywiściwe jeśli zachodziła potrzeba zmiany miejsca, obóz taki porzucano, jednak po dotarciu na kolejne miejsce postoju budowano taki sam, wykorzystując chałupy zabrane chłopom, albo po prostu drzewo przywiezione z lasu. W XVII wieku niemal każdy, nawet ktoś nie będący cieślą potrafił w czasie kilku dni, albo tygodnia wznieść przyzwoitą chałupkę (fakt, bez bieżącej wody i komina), jednak dającą dobre schronienie przed mrozem. W tamtych bowiem czasach nie było kliki bankowych mafiozów, żądających, by za małą klitkę spłacać horrendalne kredyty i do końca życia utrzymywać po dziesięciu prezesów i jeszcze większą liczbę palantów w garniturach. Jak ktoś nie miał gdzie mieszkać, to brał siekierę, szedł do lasu i budował sobie dom. Ot, i po sprawie.
Należy dodać wszakże, że w XVII wieku Rosjanie nie wpadli jeszcze na pomysł, by palić wszystko do gołej ziemi na trasie przemarszu wrogich wojsk, co skutecznie zastosowali np. w czasie wojny z Napoleonem. W dodatku działania wojenne prowadzone na początku stulecia miały charakter wojny domowej - część Moskali wspierała wojska polskie, które biły się w imię Dymitrów, a potem cara Władysława i użyczała im kwater. Z drugiej strony jednak należy pamietać, że zimy wówczas były jeszcze bardziej mroźne niż w XX wieku, a drogi i środki komunikacji jeszcze gorsze. W czasie Wielkiej Smuty dochodziło np. często do starć konnicy polskiej z... moskiewskimi narciarzami (szyszami na łyżach), co szczegółowo opiszę w kolejnych tomach "Samozwańca".
Trzeba także pamiętać, iż Rzeczpospolita wysunięta w XVII wieku na wschód była doskonałą bazą do prowadzenia działań wojennych przeciwko Moskwie. Polscy żołnierze nie zaczynali wszak kampanii znad Bugu (jak Niemcy w 1941 roku), ale spod Kijowa, co znacznie skracało odległości.
Pozostaje wciąż pytanie kiedy Moskale zaczęli prowadzić z przeciwnikiem świadomą wojnę na wyniszczenie, wciągając go coraz głębiej we własne terytorium? Początki tego można wyznaczyć na rok 1664, kiedy armia Rzeczypoospolitej musiała się wycofać spod Briańska, z powodu silnych mrozów i faktu, iż Moskale palili wszystkie wsie i miasteczka na drodze swego odwrotu, pozostawiając niebo i ziemię. Na pewno Piotr I wygrał dzięki temu bitwę pod Połtawą wciągając w głąb własnego terytorium armię szwedzką. Do perfekcji zaś taktykę wycofywania się i wyniszczania przeciwnika dopracowali Rosjanie w roku 1812, w czasie wojny z Napoleonem.
Nie należy także zapominać, że w XVII wieku wojsko polskie miało ogromną przewagę nad Moskalami. Jedna chorągiew husarii znaczyła tyle, co pułk jazdy dworiańskiej, w dodatku Polacy posiadali nie tylko lepsze, ale i szybsze, bardziej wytrzymałe konie. Wydaje się, że przewaga ta była o wiele większa, niż armii III Rzeszy nad wojskiem ZSRR w 1941 roku. Z drugiej jednak strony przewaga liczebna Moskali była ogromna. Często wynosiła ona 1 do 10. A jednak nasi wygrywali dzięki taktyce, lepszemu uzbrojeniu, a przede wszystkim - wysokiemu morale i braku kompleksów przed Moskwą. Kompleksy te były bowiem często o wiele skuteczniejszą bronią Kremla niż kule i bagnety.

dodano: 2009-05-14 23:21:11
kategorie: O powiesci Samozwaniec Silva rerum
komentarze (18) >>
Jak pokonać Rosję?

To była jedna z najważniejszych kwestii, która zajmowała mnie w czasie pisania Samozwańca. Jak to w ogóle możliwe, że kilka tysięcy polskiego i kozackiego wojska, wspierającego Dymitrów było nie tylko w stanie pokusić się o zdobycie lub oblężenie Moskwy, ale przetrwać rosyjską zimę, która zdziesiątkowała wojska III Rzeszy i Napoleona Bonaparte? Co było takiego w armii dawnej Rzeczypospolitej i czego zabrakło wojskom cesarza i wehrmachtowi w 1941 roku? Przeglądając zaś dawne kampanie Zółkiewskiego i Chodkiewicza z początku XVII stulecia rodzi się fundamentalne pytanie: czy Rosję w ogóle można pokonać? A jeśli tak, to w jaki sposób?
Przeglądając dzieje wojen i bojów w Europie wschodniej, można bardzo łatwo wyliczyć zwycięskie wojny, w których państwo carów zostało zwyciężaone. A więc, zaczynając od XVI wieku kolejno: wojna o Ignflanty Stefana Batorego w latach 1579-1582. Pierwsza wyprawa o koronę Dymitra. Wyprawa Stanisława Żółkiewskiego na Moskwę w 1610 roku nie do końca może być brana pod uwagę bo ostatecznie skończyła się utratą stolicy.
Kolejne zwycięskie wojny to: krymska w latach 1853-1856, I wojna światowa w latach 1914-1917 oraz oczywiście wojna polsko-bolszewicka 1919-1920.
Czas wymienić przegrane kampanie. A zatem biorąc pod uwagę tylko najsławniejsze : wyprawa Karola XII na Rosję zakończona bitwą pod Połtawą, pochód Wielkiej Armii Napoleona w 1812 roku i oczywiście, w XX wieku, plan Barbarossa czyli hitlerowski atak na ZSRR, który rozpoczął się 22 czerwca 1941 roku.
Porównując powyższe wojny łatwo zauważyć, że większość zwycięskich kampanii nie była wcale operacjami, w których wrogom Moskwy zależało na zdobyciu ogromnych przestrzeni Rosji. Zarówno wojny Batorego, jak i krymska rozgrywały się na pewnym ściśle określonym teatrze operacyjnym i były obliczone nie na zajęcie określonego terenu, ale odcięcie Rosji od cennego obszaru i tym samym takie jej osłabienie gospodarcze i polityczne, które zmuszało carów do zawarcia niekorzystnego pokoju. Stefan Batory odciął Iwana Groźnego od Inflant. Z kolei armia koalicji angielsko-francusko-tureckiej zdobyła Krym i przeprowadziła blokadę gospodarczą Rosji, zmuszając cara Aleksandra do rezygnacji z planów podboju Turcji.
Z kolei największe porażki odnosiły te armie, które stawiały na całkowity podbój Rosji. Nie udało się to zarówno wojskom Karola XII, jak i Wielkiej Armii Bonapartego, który sądził, iż zdobywając Moskwę rzuci Rosję na kolana. Podobny błąd popełnił Hitler sądząc, że zajęcie znacznej części ZSRR sprawi, iż władza Stalina rozpadnie się niczym domek z kart. Tak się jednak nie stało - przeciwnie - na ogromnych przestrzeniach Rosji wojska niemieckie straciły swój impet, zostały zatrzymane i w końcu pobite. Wątpliwe jest nawet czy po osiągnięciu pierwotnego celu ofensywy - Moskwy, ZSRR uległby hitlerowskiej III Rzeszy. Wszak dawną stolicę zdobył Napoleon i bynajmniej nie oznaczało to zakończenia kampanii. Od wieków najlepszą bronią Rosji była przestrzeń, mróz i wielkie odległości. Dlatego jedyną szansą na zwycięstwo z przeciwnikiem, który zawsze może cofnąć się i uchylić od bitwy jest zajęcie strategicznie ważnych obszarów, stanowiących ważne źródło jego dochodów. Tak właśnie uczynił Batory odcinając Rosję od Bałtyku, podobnie stało się w czasie wojny krymskiej, gdy Anglia i Francja wprowadziły blokadę rosyjskich towarów jednocześnie zajmując Krym i zwyciężając armię rosyjską w kilku bitwach. W dzisiejszych czasach być może można by wygrać wojnę przeciwko Rosji zajmując obszary z których pozyskuje ropę i gaz ziemny - główne i w zasadzie jedyne źródła dochodów Rosji. A potem cierpliwie czekając i prowadząc wojnę na wyczerpnie. Oczywiuście pamiętać należy, że każdy rząd moskiewskj, zarówno carski, bolszewicki jak i putinowski nie przejmuje się zbytnio losem swego narodu i łatwiej mu rozstać się z tysiącami Rosjan, niż ze starym pantoflem. Jednak uderzenie w podstawy gospodarcze Rosji i zrujnowanie jej finansów powoduje osłabienie władzy Kremla - w kraju mogą pojawić się nie tylko bunty niezadowolonych, lecz nawet pretendenci do władzy. Jest szansa, że w takiej sytuacji rząd moskiewski zostanie zmuszony do przyjęcia twardych warunków pokoju - będącego ceną za utrzymanie się przy władzy.
W historii Rosji zdarzyło się kilka wojen, w których zwycięstwo odniesiono zajmując terytorium pod kontrolą Moskwy. Były to właśnie wyprawy Dymitrów, a także I wojna światowa, kiedy to wojska niemieckie weszły głęboko na terytorium wroga i nie zostały zmuszone do odwrotu. We wszystkich tych jednak przypadkach zadziałał trzeci, wewnętrznycn czynnik w Rosji, gdzie znalazły się siły sprzyjające atakującym. Dymitriady były de facto wojnami domowymi, bo część Moskali poparła carewicza, z kolei w czasie I wojny Niemcy zapewnili sobie zwycięstwo wspierając bolszewików i Lenina. Nie zawsze czynnik ten można brać pod uwagę przy działaniach wojennych, dlatego metoda z wojny krymskiej i batoriańskich zmagań wydaje się najpewniejszym sposobem na pokonanie Moskala.
Tyle na dzisiaj. W kolejnej części opowiem szczegółowo jak radziła sobie z mrozem i przestrzeniami Rosji polska armia w XVII wieku.

dodano: 2009-05-07 23:09:53
kategorie: O powiesci Samozwaniec Silva rerum
komentarze (18) >>
Data premiery i okładka

Wreszcie jest! Fabryka Słów ujawniła ostateczną wersję okładki pierwszego tomu mojej powieści, którą zobaczyć można na stronie wydawnictwa (www.fabryka.pl), a także na niniejszej witrynie, na podstronie "O książce". Niestety mam również nie najlepsze nowiny odnośnie premiery książki. Z powodów niezależnych od Autora i Wydawcy, tom 1 "Samozwańca" ukaże się na początku lipca tego roku. Informacja ta jest pewna i została potwierdzona w wydawnictwie.

dodano: 2009-05-07 09:36:13
kategorie: O powiesci Samozwaniec
komentarze (22) >>
 
 

Copyright 2009 Fabryka Słów