Porządki w komentarzach

Aby uporządkować komentarze i odpowiedzi, dostępne są dodatkowe znaki i funkcje. Od teraz, aby zaznaczyć w komentarzu część tekstu, która ma zostać wyświetlona kursywą, należy dodać przed tekstem znak: (klamra kwadratowa lewa)i(klamra kwadratowa prawa), a na końcu wybranego fragmentu: (klamra kwadratowa lewa)/i(klamra kwadratowa prawa).
Po wstawieniu znaku: (klamra kwadratowa lewa)hr(klamra kwadratowa prawa) tworzy się przerywana linia oddzielająca np. jedno pytanie od następnego.
Mam nadzieję, że wprowadzone zmiany przyczynią się do łatwiejszego komentowania mojego bloga przez Czytelników.

Spotkanie w Jaśle

Jutro, czyli w poniedziałek 27 kwietnia o godzinie 11 w Jaśle, w Miejskiej Bibliotece publicznej przy ul. Kołłątaja 1, odbędzie się spotkanie ze mną, na którym będę nie tylko opowiadał o "Samozwańcu", ale także podpisywał książki. Zapraszam.

dodano: 2009-04-28 13:09:20
kategorie: Silva rerum
komentarze (9) >>
Ja i Moskale 2 - Strach przed Rosją

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko co piszę w jest kontrowersyjne, ale cóż - historia stosunków polsko-moskiewskich to jedna wielka kontrowersja - nie do przyjęcia dla każdej ze stron.
A zatem tym razem z grubej rury - przeglądając historię wojen i relacji z naszym wschodnim sąsiadem, zauważyłem, że wśród niektórych Polaków pojawiały się strachu i obaw przed Rosją. Wielu naszych rodaków po prostu bało się Moskwy; jej niezmierzonej przestrzeni, potęgi, ogromnej armii. Bało tak daleko, że ich strach bardzo często przemieniał się u nich w podświadome uwielbienie dla Rosji, czyli w zwyczajną rusofilię, która wyrządzić mogła wiele szkód Polsce, zwłaszcza kiedy występowała u ludzi kształtujących politykę naszego kraju.
Postawy strachu - często irracjonalnego - zaczęły pojawiać się w Polsce gdzieś pod koniec XVIII wieku. Bodajże nie wiem czy nie po klęsce konfederacji barskiej stłumionej siłą przez Moskali. W XIX wieku były na porządku dziennym, przycichły trochę w okolicach roku 1920, potem pojawiły się znowu w czasie II wojny światowej i od tego czasu, aż po dziś dzień wielu z Polaków uważa, że Polska powinna bać się Rosji. Ustepować, kapitulować, aby nie drażnić cara/Stalina/Breżniewa/Putina (niepotrzebne skreślić).
Najoczywistrzym przykładem takiej postawy jest człowiek, którego wszyscy doskonale znamy - Wojciech Jaruzelski, twórca stanu wojennego, kat robotników i Polaków, za którego rządów, 40 lat po II wojnie, parę butów i kilo cukru kupowało się w sklepie na kartki. Człowiek, który tak bardzo bał się czerwonej Moskwy, tak wielce przeceniał jej siłę, że wolał przeprowadzić zamach stanu i skazać Polskę na wegetację, byle tylko odsunąć od niej domniemane i nie istniejące zagrożenie.
Jaruzelski to postać, która padła ofiarą mistrzowskiej, wręcz szatańskiej manipulacji rosyjskiej, jednej w swoim rodzaju, której poddane zostały miliony Polaków.
Przebywając bowiem na zesłaniu w ZSRR w latach II wojny światowej Jaruzelski, człowiek bądź co bądź pochodzenia ziemiańskiego i inteligenckiego, Polak i zapewnie wówczas jeszcze patriota, tak przeraził się tego, co zobaczył w Rosji - łagrów, śmierci ojca, cierpień milionów zesłańców, że do końca życia zmienił się posłusznego wykonawcę woli Kremla. Spoglądając na jego politykę wobec Moskiewskich komunistów w 1981 roku nie sposób oprzeć się wrażeniu, że został zmanipulowany wprost genialnie. Oto bowiem w chwili, gdy w Polsce zaczął się ruch solidarnościowy, zagrażający rozpadem bloku sowieckiego, a Rosja uwikłana była w krwawą interwencję w Afganistanie i nie miała sił do kolejnej - w Polsce - Kreml zagrał Jaruzelskim niczym marionetką. Wykorzystując jego lęk przed Moskwą roztoczył przed nim wizję krwawej i brutalnej interwencji, tak iż generał, postanowił sam dokonać zamachu stanu, aby - jak sądził - ocalić Polskę przed wyniszczającą wojną z ZSRR. Wojną, której prawdopodobieństwo było tak naprawdę niewielkie.
Intryga i zagrywka Rosjan okazały się wprost genialne. W jednej chwili, bez jednego wystrzału powstrzymali na 8 lat rozpad Układu Warszawskiego.
Ludzi takich jak Jaruzelski było więcej. Czytając pamiętniki Polaków z II wojny, zastanawiałem się czy niektóre deportacje i zsyłki do łagrów miały na celu nie eksterminację, ale sianie postrachu i grozy przed sowieckim terrorem. Nie wszystkich przecież, zwłaszcza szeregowych członków AK i WiN-u skazywano od razu na śmierć czy 20 lat łagru. Niektórym - a było ich bardzo wielu - sowieckie sądy dawały małe wyroki - ot, 1-2 lata, albo 5, ale zwalniano wcześniej; nie zawsze na Magadanie, czasem była to po prostu ciężka, ale dająca się przetrzymać praca. Potem zwalniano ich - moim zdaniem właśnie po to, aby swoimi opowieściami siali przerażenie, kiedy wspominali o milionach więźniów, nieludzkim terrorze i okrutnych warunkach panujących w łagrze. Być może człowiek, który pobył w GUŁAG-u rok i został uwolniony w sposób, który wyglądał na cud, był o wiele cenniejszym materiałem, niż zek, co przeżył tam 20 lat i już mu było wszystko jedno. Taki bowiem niedoszły łagiernik, po wyjściu na wolność roztaczał przed znajomymi opowieści o ogromnej potędze ZSRR i tym samym zniechęcał do wszelakiego oporu przeciwko komunizmowi.
W taki właśnie sposób ukształtowany został Jauzelski. A opowieści o systemie łagrowym i powojennym ZSRR zmieniło osobowość wielu Polaków, zmieniając ich w strachliwych rusofili, z góry porzucających myśl o jakimkolwiek oporze przeciwko Moskiewskiemu Imperium.
Ludzie opętani strachem przed Rosją byli czarnymi plamami naszej historii. Często ich decyzje okazywały się fatalne dla Polski. Tak jak fatalnymi były plany prowadzenia powstania listopadowego realizowane przez byłych oficerów napoeońskich, którzy nie wierzyli w zwycięstwo, bo byli świadkami odwrotu Wielkiej Armii spod Moskwy w 1811 roku.
Poznałem wielu takich ludzi - głównie z kart historii. Ze współczesnych mi osób, to oczywiście wspominany Wojciech Jaruzelski. Jerzy Giedrojć. Czesław Miłosz. Mariusz Wilk. Moja matka i kilku jej znajomych. A także Andrzej Sapkowski - wielki rusofil, darzący ZSRR i Rosję niezwykłą sympatią (mam wrażenie, że poświęcił temu swoją najnowszą książkę o wojnie w Afganistanie). Dlacszego ją wielbi? Być może grają tu jakąś rolę względy towarzyskie z czasów komuny, kiedy pracował w centrali handlu zagranicznego będącej wywiadownią gospodarczą PRL-u. Fakt jednak, że ani on, ani żadna z osób, u których strach przez Moskwą przerodził się w rusofilię, nie potrafiła przekonywująco odpowiedzieć na moje pytanie: skąd bierze się u nich miłość do Rosji?
Zwykłe odpowiedzi to: "Bo Rosja to wielki kraj". "Bo Rosji nie możemy lekceważyć". "Bo Rosji nie podskoczymy". "Bo nie doceniamy Rosjan". U Sapkowskiego zaś "Bo Rosja ma wielką kulturę", a w ogóle to: "Jak będziesz miał tyle lat gówniarzu, co ja, to sam to zrozumiesz".
Dopóki nie pokonamy w sobie strachu przed Rosją, nie zrozumiemy zasad jej działania - tak myślę ja. I dodaję zaraz, że obok pokoleń znanych ze strachu przed Moskwą bywały u nas takie, które go nie znały. Nazywam je roboczo "pokoleniami 1920 roku", bo myślę, że zwycięstwo pod Warszawą możliwe było dzięki takim właśnie ludziom.
Dlaczego nie bali się Rosji?
Ano dlatego, że widzieli ją żebrzącą na kolanach. Tak właśnie było w roku 1920. Tam, pod Warszawą starli się młodzi ludzie, roczniki, powiedzmy 1900-1905, którzy nie zaznali zsyłki, nahajek kozaków i carskiej policji. Ale oglądali Rosję we krwi, chłopów zabijających panów. Robotników zabijających cara. Bratobójczą walkę białych z czerwonymi. Więzienia Czeka i masowe egzekucje. Tacy ludzie nie mieli prawa bać się Rosji. Tacy ludzie widzieli w Moskalach tylko dziki tłum, groźny o tyle, o ile niebezpieczne jest stado wystraszonych bawołów.
I zwyciężali.
Józef Piłsudski. Podchorążowie z 1830 roku. Pan Pasek pod Lachowicami, Pan Niemojewski, o którym jeszcze będę pisał. Husarze spod Kłuszyna stający w 6000 przeciwko 30 000. Stefan Batory. Bohaterowie Warszawy w 1920 roku. I wielu innych.
Opisuję ich w mojej najnowszej książce.
Myślę, że ja też nie boję się Rosji. Widziałem ją w dniach upadku - kiedy czołgi szturmowały parlament. Gdy Rosjanie przegrywali wojnę w Czeczenii, a rozpad ZSRR zaludniał ulice Moskwy tysiącami bezdomnych uciekinierów, z których twarzy wyzierało jedno rozpaczliwe słowo: Przegrana.
Widziałem ich na ulicach Moskwy.
Lecz o tym wszystkim - a nade wszystkim o strachu porzed Moskwą i jego rujnującym wpływie na Polaków opowiadam szeroko w "Samozwańcu". I już dziś zapraszam do lektury.
A jak zbiorę siły i w moim sklepie będzie pszeniczny Obołoń, napiszę o tym jak można Rosję pokonać. Jak wygrać z nią wojnę - czego w tym względzie uczy nas historia wojny krymskiej, smoleńskiej, wojen Stefana Batorego i I wojny światowej.
PS. Wspomnianych przeze mnie postaw strachu i rusofilii w młodym polskim fandomie fantastycznym raczej brak. Nie spotkałem na kowentach ani jednego człowieka, który wielbiłby Rosję. A może aż tak dobrze się przede mną ukrywali?

dodano: 2009-04-22 23:36:24
kategorie: O powiesci Samozwaniec
komentarze (38) >>
Jadę na Grojkon

Jutro będę gościł na Grojkonie - fantastycznym konwencie w Bielsku-Białej, a w sobotę, 18 kwietnia o godzinie 15, w V Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Słowackiego 45, będę opowiadał ze szczegółami o "Samozwańcu" i innych moich planach pisarskich. Oczywiście po zakończeniu spotkania przewidywana jest kontynuacja rozmów i rozpoczętych wątków przy kufelku zacnego piwa w konwentowej karczmie, na co wszystkich Czytelników serdecznie zapraszam.

dodano: 2009-04-16 22:05:32
kategorie: Silva rerum
komentarze (10) >>
Wieści o Samozwańcu

Wreszcie przyszedł do mnie pierwszy projekt okładki "Samozwańca". Niestety nie mogę go jeszcze ujawnić, bo będzie jeszcze poprawiany. Mogę tylko powiedzieć, że będzie w zupełnie innej kolorystyce, niż te, które już znacie. Myślę jednak, że będzie dobrze komponował się z nimi na półce.
Cały I tom Samozwańca jest już po dwóch redakcjach, trafił już, o ile się nie mylę do korekty. Gotowe są też wszystkie ilustracje do środka, które przygotował Krzysztof Brojek - można je obejrzeć w dziale "O Książce" - są w bardziej komiksowym stylu, niż obrazki, stworzone przez Artura Gołębiowskiego i Huberta Czajkowskiego, ale mam nadzieję, że będą podobać się Czytelnikom.
Za kilka dni siadam do pisania tomu 2, którego spora część jest już gotowa. Miałem ostatnio, nie przeczę - sporą przerwę w pisaniu, ale musiałem odpocząć od XVII wieku. Przez ten czas jednak napisałem pierwszą w mej literackiej karierze mikropowieść, której akcja osadzona jest w czasach powstania styczniowego, wczesną wiosną 1863 roku. W dodatku jest to pełnowymiarowa fantastyka historyczna, a nie powieść historyczna, jak "Samozwaniec". Za kilka dni napiszę więcej na ten temat. Jak również przygotuję drugą część moich rozważań na temat Rosji i jej wizerunku wśród Polaków.

dodano: 2009-04-16 12:01:42
kategorie: O powiesci Samozwaniec
komentarze (5) >>
Ja i Moskale, odsłona 1

Wreszcie, z ciężkim sercem muszę napisać o tym, co jest tak naprawdę esencją "Samozwańca", a więc o stosunkach polsko-moskiewskich widzianych oczyma autora. Czy książka jest antyrosyjska? Czy też odwrotnie, wpisuje się w najnowsze trendy literatury polskiej i europejskiej, która każe przepraszać za wszystkie byłe i przeszłe błędy narodów, aby utrzymać całość narracji w duchu poprawnosci politycznej.
Nie sposób niestety pisać o stosunkach polsko-rosyjskich nie popadając w skrajności. Sposób widzenia historii przez Rosjan i Polaków jest tak skomplikowany i pełen namiętności, iż cokolwiek napisałoby się na temat naszej wspólnej historii i jakikolwiek punkt widzenia przedstawiło; nigdy nie dogodzi się ani jednym, ani drugim.
Zacznijmy od mojego osobistego stosunku do Rosji, który musiałem zweryfikować siadając do pisania "Samozwańca". Rosję znam może nie bardzo dobrze, ale przynajmniej zadowalająco - bywałem w Moskwie i w kilku miastach, podczas podróży jako korespondent prasowy w czasach, gdy pracowałem w gazecie. Jeździłem także na wschód i później, kiedy jako historyk szukałem w rosyjskich archiwach materiałów do mojej pracy doktorskiej. Język rosyjski znam dość dobrze, dość powiedzieć, że po mniej więcej 2 tygodniach pobytu w Rosji zaczynam nie tylko płynnie mówić, ale też nawet myśleć po rosyjsku. Co oczywiście nie oznacza rusyfikacji - nadal czuję się Polakiem. Myślałem zresztą także po rosyjsku w czasie pisania "Samozwańca", po przeczytaniu licznych monografii historycznych rosyjskich historyków.
Na początku pracy nad powieścią musiałem zatem sam zadać sobie pytanie: czy jestem rusofobem? Czy lubię czy też nie lubię Rosji i Rosjan?
Odpowiadając na to pytanie całkowicie szczerze i bez żadnych uprzedzeń, musiałem stwierdzić jasno: nie przepadam za Rosją. Nie lubię jej. Nie chciałbym oczywiście, aby moja wypowiedź została zinterpretowana jako głos nacjonalisty, bo nacjonalistą nie jestem (trudno, żebym był z moim kaszubskim nazwiskiem i litewskiemi korzeniami). A zatem nie jest tak, że nie lubię Rosji z jakichś pobudek szowinistycznych - bo np. uważam, że Rosjanie to podludzie, albo z tego powodu, iż uważam ich za niższych kulturowo, a z kolei Polaków za niedościgniony wzór. Nie lubię Rosjan, co stwierdzam uczciwie, podobnie jak większość Polaków, zwłaszcza wykształconych, z pobudek historycznych. Z powodu lekcji historii, na których, nie to, że nastawiano mnie antyrosyjsko, ale po prostu zapoznawano z pewnymi faktami historycznymi, wpływającymi na moje odczucia w stosunku do Rosji.
Tak jak każdy Polak poznawałem zatem nie tylko nasze tryumfy nad wschodnim sąsiadem, ale przede wszystkim rozbiory, krwawo stłumione powstania narodowe w XIX wieku, bitwę pod Warszawą, 17 września 1939 roku, Katyń, późniejszy komunizm, wspieranie komunistów w Polsce, a potem, bezustanne awantury dyplomatyczne - brak zgody na Polskie członkostwo w NATO, teraz szantaże gazowe, groźby i pogróżki pod adresem Polski oraz oczywiście wizję naszego kraju w rosyjskiej prasie, którą czasem przeglądam, gdzie Polskę usiłuje się przedstawić jako głównego wroga.
Oczywiście moje "nie lubienie" Rosji nie znaczy, że gardzę Rosjanami, że nie napiję się z Rosjaninem, czy też nie pomogę rosyjskiemu turyście w potrzebie. To raczej pewien stan ducha, duża rezerwa wobec wszystkiego, co kojarzy się z rosyjską władzą, a zwłaszcza z prezydentem czy premierem, a już najbardziej z Armią Czerwoną. Mam zresztą wrażenie, że instytucje te kojarzą się źle wielu Polakom (kto sądzi inaczej, niechaj mnie poprawi). Jakoś zgoła nie spotkałem w życiu zbyt wielu miłośników Specnazu i krasnoarmieńców. Znacznie więcej tych, co mieli przykre wspomnienia związane z tymi organizacjami.
Rozumując zatem, iż nie lubię Rosji z przyczyn historycznych, zacząłem przypominać sobie czy jednak były jakieś dobre aspekty długotrwałego sąsiedztwa polsko-rosyjskiego? Coś, co Rosja dała Polsce i co tęże Polskę zmieniło? I tu struchlałem, bo nic nie przychodziło mi do głowy.
Nie sięgałem specjalnie do opracowań historycznych, bo chciałem po prostu uczciwie przypomnieć sobie czy były w historii Polski i Rosji jakieś dobre motywy, prądy, czy też wynalazki, które przyszły z Rosji i są znane mnie jako przeciętnemu Polakowi?
Cóż dała nam Rosja? Prawo? Nie bardzo, bo zdusiła konstytucję 3-go maja, a po niej ograniczała przywileje miast i szlachty. Owszem, w 1864 roku przeprowadziła uwłaszczenie chłopów, ale uczyniła to i tak później niż na ziemiach cersarstwa i w chwili, gdy była zagrożona powstaniem styczniowym. Czy było coś jeszcze?
Historycy rosyjscy wymieniają w takich chwilach jednym tchem liczne budowle wzniesione z budżetu centralnego w Królestwie Polskim, inwestycje,że tak powiem w infrastrukturę. Trudno się z nimi nie zgodzić - faktycznie mieliśmy np. w Warszawie Sokratesa Starynkiewicza, który wzniósł filtry i zbudował wodociągi miejskie, jakiech nie miał wówczas zdaje się - sam Petersburg.
Nie wiem jednak co sądzić o tezach, że Imperium Rosyjskie utrzymywało Królestwo Polskie z podatków Rosjan. Trudne to do ustalenia, jednak pamiętajmy, że np. w okresie istnienia autonomicznego Królestwa Polskiego (lata 1815-1831), jakoś to Królestwo funkcjonowało samodzielnie i nie tylko nie miało kryzysu gospodarczego, ale jeszcze potrafiło utrzymać całkiem sporą armię. Sytuacja ziem polskich pod zaborem rosyjskim nie była zatem aż tak tragiczna.
Co jednak jeszcze dali nam Rosjanie, za co możemy być wdzięczni? Odrzućmy oczywiście prymitywną propagandę, w rodzaju tej, którą usłyszałem przy wódce od pewnego Rosjanina. No i co wy Paljaki, zdurnieli? - zapytał mnie przy trzeciej flaszcze, pitej, a jakże, pod kawior i bliny. Po co wy do NATO poszli? Toż my was od Niemca wyzwolili, toż my całą Polskę wam odbudowaliśmy, a potem jeszcze utrzymywaliśmy, żebyście głodu nie mieli. A wy co? Zdradziliście nas!
W danym przypadku dyskusję wygrałem prostym stwierdzeniem, że skoro w Polsce bez pomocy ZSRR byłby głód, to dlaczego teraz (rozmowa toczyła się kilka lat temu) rząd rosyjski wprowadza embargo na żywność z tejże samej Polski? To jak to, Polska niby głodowała, a żywność eksportuje? Na takie dictum Moskal odpowiedział zamówieniem kolejnej flaszki. I do konsensusu nie doszliśmy (a może i tak, ale go nie pamiętam).
Tak więc starałem sobie przypomnieć coś, co Rosja dała Polsce; coś na miarę np. sprowadzenia Baroku z Włoch w XVII wieku. Czy też przeniknięcia Rokoka za czasów Augusta III Sasa za pośrednictwem Sasów.
Z przykrością stwierdzam, że nic takiego nie znalazłem. Nie można uznać za takie wydarzenie importu samowarów czy małżeństwa polskich arystokratek z Moskalami. Na pewno jednak Rosja gwarantowała nam dość uczciwe prawo gospodarcze (ale już nie polityczne i karne), umożliwiające przeprowadzenie uczciwego procesu w sporach handlowych. Taki np. Reymont wyprocesował od carskich kolei odszkodowanie za to, iż w czasie wypadku poniosła szwank jego pisarska praca. Ciekaw jestem, czy ja wygrałbym dzisiaj taki sam proces z PKP?
Niestety poza powyższymi wzmiankami nie przychodzi mi do głowy nic, co Rosja dała Polsce przez całe stulecia wzajemnego sąsiedztwa. Ale może się mylę i ktoś poprawi mnie w komentarzach? Zapraszam do dyskusji.
Tak czy owak zobaczyłem po tym wyraźnie, że niechęć, jaką wielu Polaków darzy Rosję ma podłoże historyczne i bierze się z faktu, iż w naszej wspólnej historii było niestety więcej złych, niż dobrych momentów.
I to powinno się zmienić. Problem ten jest jednym z tematów "Samozwańca", bo rzecz jasna traktuje on nie tylko o przyjacielskiej wymianie kul i ciosów szablą między Polakami i Moskalami.
Tyle na dziś. W następnym odcinku opowiem o pokoleniowym strachu przed Rosją u niektórych Polaków i jaki wpływ miał on na stosunki polsko-moskiewskie. Będzie kontrowejryjnie, bo powiem, co sądzę o Jaruzelskim, Giedroyciu, Sapkowskim, a pewnie jak znam życie zejdzie też na Miłosza i pokolenie 1920 roku.
Na razie zapraszam do dyskusji.

dodano: 2009-04-08 21:57:38
kategorie: O powiesci Samozwaniec
komentarze (23) >>
Awizy pewne o Samozwańcu

Tym razem chciałbym zdradzić kilka szczegółów na temat samego cyklu "Orły na Kremlu". Dowiedziałem się także wreszcie na jakim etapie jest tekst pierwszego tomu Samozwańca. Zsiadłwszy tedy świeżo z konia, przy zacnej sobocie przystępuję zatem do opisu co takiego kryje się pod tym tytułem.
A więc cykl "Orły na Kremlu" opowiadac będzie o wojnach polsko moskiewskich w latach 1604 - 1615. Mieści się w tym zarówno wyprawa pierwszego Dymitra Samozwańca, jak i jego mało chwalebny koniec, a także walki o władzę Maryny i II Dymitra, który pojawił się w 1607 roku podając się z kolei za cudownie ocalonego Dymitra I. Jak również wojna polsko-moskiewska, która rozpoczeła się we wrześniu 1609 roku, a zakończyła zwycięską bitwą pod Kłuszynem rok później i ponownym zdobyciem Moskwy (pierwszy raz weszły tam nasze wojska za Dymitra I).
Pierwsza część tej serii to właśnie Samozwaniec, który składać się będzie z 4 tomów. Początkowy ukaże się w połowie maja, choć być może premiera będzie trochę później, na Targach Książki, które zwykle mają miejsce koło 20 tegoż miesiąca.
Drugi tom ukaże się na pewno w tym roku na jesieni. Zapewne trzeci na wiosnę lub pod koniec marca Anno Domini 2010, a ostatni na Zielone Świątki lub na święto Matki Boskiej Zielnej, a najpóźniej na Podniesienie Krzyża Świętego tego samego roku.
Czyli w sierpniu, albo we wrześniu 2010.
Tom pierwszy, mniej więcej grubości "Diabła Łancuckiego" trafił już do składu. Są już gotowe mapa i ilustracje, niedługo zapewne na tej stronie pojawi się okładka, a pewnie w okolicach 15 kwietnia trafi do drukarni. Książka dostępna będzie w wersji z miękką i z twardą oprawą.
Tom drugi jest w trakcie pisania, które wszakże zawiesiłem na chwilę (na jakieś 2 tygodnie), aby odpocząć od tematyki XVII wieku. A co przez ten czas napisałem do nowej, na razie ściśle tajnej antologii Fabryki Słów, tym już niedługo podziele się na łamach niniejszego pamiętnika.
Zaś ci, z WM Państwa, którzy mają jakieś sugestie co do tego, co powinno się znaleźć w II tomie Samozwańca (opisującym już samą Moskwę), proszę o wpisywanie się do regestru komentarzy.

Na Moskwę!

Witam na stronie poświęconej cyklowi powieści historycznych "Orły na Kremlu". Pierwszy tom, noszący tytuł "Samozwaniec" ukaże się w maju tego roku nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.
Na początek winny jestem kilku wyjaśnień. Prezentowany wcześniej na stronie film, to krótka etiuda filmowa zrealizowana we współpracy z Towarzystwem Jazdy Dawnej i absolwentami Warszawskiej Szkoły Filmowej. Nie jest to zwiastun, ani zapowiedź filmu fabularnego na podstawie mej powieści, gdyż w naszym kraju nie ma możliwości, ani środków, aby stworzyć wielkie kino historyczne.
Bitwy husarii na lodowatych stepach Moskwy. Ogromne armie ścierające się w boju... To wszystko na razie Polacy mogą zobaczyć jedynie oczyma wyobraźni, czytając książki historyczne, do czego uniżenie nakłania autor niniejszego pamiętnika.
Dlatego "Samozwaniec", opowieść o wyprawie Polaków na Moskwę na początku XVII wieku powstał jako wyraz zniechęcenia autora współczesnym polskim kinem prezentującym dzieła martyrologiczne jak "Katyń" czy "Popiełuszko", przedstawiające Polskę jako kraj życiowych nieudaczników, bez przerwy gnębionych i najeżdżanych przez sąsiadów. Jednocześnie moim zamiarem stało się jak najwierniejsze przedstawienie prawdy historycznej; "Samozwaniec" nie jest bowiem pozycją pisanią za ani przeciwko Rosji i przedstawia brutalną historię wojen polsko-moskiewskich z XVII wieku tak jak wyglądały ona naprawdę.
Niniejszy pamiętnik, czyli po XX-wiecznemu - blog, stanowić ma swoiste forum wymiany myśli i poglądów. Zwykle Czytelnicy nawiązują kontakt z pisarzem jedynie w czasie czytania jego dzieła. Dołożę jednak wszelkich starań, aby w przypadku tej powieści było to możliwe także przed zakończeniem mej pracy. Zapraszam zatem do czytania komentowania i zadawania pytań.

 
 

Copyright 2009 Fabryka Słów